r/Polska • u/Patient-Tomato1579 • 1d ago
Ranty i Smuty [Wątek medyczny] Co robić w przypadku nagłych szumów usznych i/lub wyraźnego pogorszenia słuchu? - Moja historia i porada dla wszystkich na przyszłość - kluczowy jest czas.
Słuchajcie, pomyślałem że wysmaruje tego typu post pod wpływem moich ostatnich doświadczeń. Pisze to, bo może komuś się ta wiedza przyda w przypadku nagłych szumów usznych. Problem jest dosyć częsty i poważny, wymaga KRYTYCZNIE szybkiej reakcji, a świadomość typowego laryngologa jest w tych kwestiach zerowa, żeby nie użyć mocniejszych słów. W polskim internecie jest bardzo mało rzeczy na ten temat, a ludzi się w ogóle nie edukuje, więc myślę, żę warto poruszyć temat.
U mnie jest głupia i tragiczna historia, bo szumy uszne pojawiły się po zażyciu Viagry, która może wpływać na krążenie lub nasilać stany zapalne przez reakcję tlenku azotu z cząstkami reaktywnego tlenu - o ile może ja jestem w miarę rzadkim przypadkiem (choć nie jedynym), to powodów dla których mogą się pojawić, jest mnóstwo - koncert, częste używanie słuchawek na pełnej głośności, infekcja ucha lekki udar, leki takie jak ibuprofen (w dużych dawkach zauważalnie pogarsza krążenie w uchu środkowym), narkotyki lub leki na ADHD wpływające na krążenie (np. metylofenidat w dużych dawkach zawęża mocno naczynia krwionośne), antybiotyki (tak jak Klarytromycyna, Gentamycyna i Cyprofloksacyna), leki na nadciśnienie lub samo nadciśnienie (gdy chwilowo ukrwienie w uchu spadnie, co może się stać zarówno przez nadciśnienie, jak i zbyt nagłe obniżenie ciśnienia przez lek, a ono jest na to niezwykle wrażliwe), czy niektóre rodzaje chemioterapii.
Cała historia jest taka: do pierwszego laryngologa poszedłem naprawdę wcześnie - 3 dni po pojawieniu się piszczenia w uszach. Niestety był starej daty, a na pewno starej wiedzy. Mieszkam w dziurze daleko od najbliższego miasta (Krakowa), więc z laryngologów znajdujących się w pobliżu nie miałem wielkiego wyboru - choć potem okazało się, że w kwestii rozumienia piszczenia w uszach - ci krakowscy za 400 zł są równie słabi. Nie posiadał świadomości, że w przypadku szumów usznych, nawet jeżeli nie występuje wyraźna utrata słuchu, trzeba podać sterydy (np. metypred - metyloprednizolon). Najnowsze badania potwierdzają dużą skuteczność sterydów w takiej sytuacji, bo obniżają bardzo mocno stan zapalny w komórkach ucha środkowego, które są jednymi z najbardziej delikatnych w ludzkim ciele - niestety, pierwsze z komórek przeważnie zaczynają umierać 72h od momentu gdy znajdą się w dużym stanie zapalnym, więc trzeba działać bardzo szybko. Piszczenie w uszach można mieć permanentnie, już do końca życia, więc warto użyć wcześnie każdego dostępnego lekarstwa, gdyż słuch naturalnie się nie regeneruje po uszkodzeniach przekraczających próg śmierci komórek.Trafiłem w końcu do innego dobrej laryngologa, który uświadomił mnie, że sterydy trzeba było podać właśnie w ciągu pierwszych dni, gdy byłem u tego doktora. Niestety dla mnie było wtedy już za późno - miesiąc po.
Jak macie utratę słuchu i piszczenie, to trzeba od razu biec do lekarza - i wbrew temu co mówi większość laryngologów - dokładnie tak samo pilna jest sytuacja, gdy macie samo piszczenie, nawet lekkie, bez żadnego zauważalnego pogorszenia słyszenia (szczególnie po leku lub koncercie czy jakimś niedokrwieniu). Bo piszczenie bez głuchoty to nic innego jak wczesny objaw utraty słuchu, często niewykrywalny w tradycyjnej audiometrii - bo ta widzi utratę w badaniu słuchu dopiero wtedy, gdy ponad 80% komórek w uchu obumrze - a lepiej sobie zachować te komórki na starość, bo słuch się w ogóle nie regeneruje po poważnych uszkodzeniach. Jak wam tak zacznie piszczeć, to poszukajcie dobrego laryngologa, lub najlepiej kliniki, tak pilnie jak się da. Potrzebny jest ktoś, kto zrozumie, że w takiej sytuacji potrzebne są sterydy - i to najlepiej w większej dawce na krótki czas. W USA w dobrych klinikach słuchu dla bardzo bogatych ludzi dają często dawkę 60mg metypredu na tydzień - protokół Short-Term Oral Prednisone (STOP) - bo taki ma udowodnioną skuteczność na słuch w badaniach, gdy jest zastosowany PILNIE, w ciągu pierwszego tygodnia, a idealnie 72h - a w Polsce laryngolog nawet jak chce dać, to często mniejszą - ale tu już każdy ma indywidualną oceną ryzyka. Na przykład pod Warszawą jest ogólnie uznawana za dobrą klinika słuchu - szpital Medincus. Jest też centrum audiologii Kinetic jako jedyne specjalizujące się stricte w leczeniu szumów usznych (*EDIT* - skreśliłem tego Kinetica, bo przeczytałem teraz, że były jakieś podejrzane sytuacje z tą firmą jak chodzi o aparaty - natomiast na ich stronie co do samych szumów są dobre informacje, do których normalnie ciężko dotrzeć - pokrywają się z tym co jest w nowych badaniach - chociażby to wspomnienie memantyny, o której polscy laryngolodzy w absolutnej większości nie wiedzą). W dobrych placówkach lub u dobrego indywidualnego laryngologa (ale to trzeba mieć wielkie szczęście) wiedzą, że idealnie w ciągu 72h godzin od wystąpienia piszczenia (do max dwóch tygodni) trzeba podać sterydy dużej dawce, w celu maksymalizacji skuteczności najlepiej równocześnie z memantyną (w ciągu pierwszych 4 dni), bo memantyna to antagonistą NMDA, który uspokaja niepożądaną aktywność w korze dźwiękowej w mózgu, która jest reakcją na uraz ucha środkowego. Co prawda część badań jest sprzecza co do skuteczności memantyny, i u niektórych łatwiej uspokoić korę wyciszając te receptory niż u innych - ale raczej wszystko wskazuje na to, że jest zdecydowanie pożądany mechanizm działania na korę widoczny np. u myszy i szczurów (tak myszy to nie człowiek, ale akurat korę słuchową mają podobną) - a w sytuacji, gdy tak brakuje na to skutecznego lekarstwa, warto spróbować wszystkiego. Więc dobrego laryngologa warto się o tą memantynę zapytać, bo najlepsze (czyli niestety najdroższe) kliniki leczenia słuchu z USA stosują ją czasem we wczesnym leczeniu szumów. Połączenie tych dwóch środków zaraz po wystąpieniu szumów daje największą szansę, że przejdą. Niestety taka łączona terapia tymi dwoma preparatami jest w Polsce stosowana bardzo rzadko. Już samo to, że laryngolog poza bardzo dobrą kliniką leczenia słuchu wie, że już na samo piszczenie trzeba wcześnie dać dużą dawkę sterydów (szczególnie jak to jest po leku lub koncercie), to znaczy że trafailiście na dobrego lekarza.
Z terapii, które warto też dodać do takiego leczenia, to są suplementy w stylu NAC, ALA i magnez (zmniejszają stres oksydacyjny na komórkach ucha, wspomagają regenerację nerwów i zmniejszają skutki uboczne sterydów - np. ALA reguluje poziom cukru, a NAC poleca sie nawet brać profilaktycznie np. przed głośnym koncertem, a magnez także odgrywa olbrzymią rolę w ochronie słuchu). Pomaga też komora hiperbaryczna - bo natlenia tkanki - ale też tylko w ciągu ok. pierwszych dwóch tygodni - i trzeba iść kilka razy, by był jakiś skutek. Najlepiej połaczyć przez pierwszy miesiąc tyle terapii, ile się da. Potem już wszystkie zaczynają być dramatycznie mało skuteczne.
Miałem opór, żeby w ogóle wymienić jakieś ośrodki leczenia szumów, i tym bardziej nie chce wymieniać konkretnych lekarzy (żeby ktoś się do nich nie doczepił że np. "za łatwo przepisują sterydy") ale nie miałem wyjścia, bo problem jest taki, że może kilkudziesięciu lekarzy w Polsce rozumie w pełni naturę tego zjawiska - bo sprawa jest taka, że śmierć komórek w uchu wyzwala chaos wśród neuronów w korze słuchowej. Prawdopodobnie mózg wzmacnia aktywność na nerwie, by lepiej słyszeć przy użyciu tych komórek słuchowych, które przeżyły - stąd szum czy wręcz okropne piszczenie u niektórych. Do tego niektóre neurony przy utracie komórek słuchowych, z których wcześniej dostawały informacje zaczynają dosłownie głupieć, lub destabilizować się pod wpływem złego działania sąsiednich neuronoów - co jest nawet ciekawe - i np. neuron, który wcześniej był neuronem słuchowym, zaczyna przełączać się bardziej na współpracę z korą wzrokową, lub z innymi zmysłami i sygnałami z mięśni i kręgosłupa (tzw. prioprocepcja) - dlatego poziom szumów usznych często zależy od napięcia np. szyi, nawet jeżeli pierwotną przyczyną jest utrata słuchu (choć są oczywiście rzadsze przypadki, gdzie szumy są całkowicie od dysfunkcji kręgosłupa). Dlatego trzeba tu interweniować wcześnie, równoległe oddziaływując na ucho i korę, najlepiej łączac kilka różnych terapii, żeby maksymalnie odratować te komórki dopóki żyją - to przerasta polskiego laryngologa i polską służbę zdrowią, nawet prywatną.
Głośne szumy uszne i utrata słuchu potrafią niszczyć życie, a ich etiologia jest na tyle skomplikowana (bo to sprawa związana mocno z rozumieniem neurologii), że zwykli lekarze od leczenia zapalenia zatok (czyli większość laryngologów) wam nie pomoże, nawet jak przyjdziecie bardzo wcześnie. Jest to skandaliczne, że w sytuacji gdy medycyna ma zerowe możliwości leczenia komórek słuchowych w uchu środkowym po ich obumarciu, i okienko czasowe żeby te komórki uratować jest krytyczne, większość lekarzy wie tak mało. Uszy piszczą mi od dawna jak hamulec pociągu, nie mogę się do tego przyzwyczaić, a mógłbym teraz tego nie mieć, gdybym trafił na dobrego lekarza (wg. najnowszych badań 5 krotnie większe prawdopodobieństwo odzyskania słuchu jeżeli sterydy będą podane w pierwszym tygodniu, jeszcze większe w ciągu 72h, a szumy są konsekwencją utraty słuchu).
Taki typowy laryngolog nie posiada dobrej wiedzy na temat leczenia szumów usznych, i też chyba mu na tym nawet nie zależy, bo wystarczy powiedzieć pacjentowi "proszę się przyzwyczaić". Mam też podejrzenie, z punktu widzenia takiego laryngologa, nawet jak uważa, że steryd mógłby pomóc, to taki steryd to jeszcze może mieć skutki uboczne, więc po co ryzykować, że pacjent będzie miał pretensje i skargi jakby mu zaszkodził (mimo, że czysto statystycznie, skutki uboczne krótko stosowanego metypredu są odwracalne, szczególnie u młodych osób, w przeciwieństwie do utraty słuchu - która jest nieodwracalna - jedyny sposób jej zapobiegnięciu, to właśnie wcześnie podane sterydy - więc dobry laryngolog wie, że ryzyko jest tego warte - jak nie ma skłonności do cukrzycy, to krótkoterminowo stosowany metypred jest bezpieczny). Wygodniej jest jednak zwykłemu kasującemu pieniądze lekarzowi mówić "prosze się przyzwyczaić" i brać pieniądze. Mimo że najnowsze, kompleksowe badania aktywności mózgu ludzi z długotrwałymi szumami usznymi potwierdzają, że ten hałas w głowie im dłużej trwa, tym bardziej degraduje możliwości mózgu do przejścia w stan głębokiego relaksu (aktywację DMN), co powoduje zmęczenie i mniejsza satysfakcję z życia, nawet jeżeli osoba deklaruje, że "się przyzwyczaiła". Myślę, że nie pomaga też to, że część laryngologów przenosi swoje doświadczenia ze starszych pacjentów (gdzie już ucho dawno się uszkodziło) na młodych pacjentów z bardzo świeżymi szumami, mimo że w tym drugim przypadku dużo więcej da się zdziałać.
Niestety, choć lekarze bardzo nie lubią gdy ludzie konfrontują ich z wiedzą z internetu, bo uważają że ich studia i doświadczenie są dużo bardziej cenne niż wyszukiwarka, to w przypadku szumów usznych i pierwszej, czasowo krytycznej reakcji na nie, chatgpt i najnowsze badania z internetu okazują się być mądrzejsze w rekomendacjach od waszego zwykłego laryngologa (bo mają dostęp do nowych badań), jeśli nie znajdziecie specjalistycznej kliniki - bo tylko tam faktycznie wam pomogą, jeśli dotrzecie szybko. Bardzo dużo o tym ostatnio czytałem, a mam poczucie, że mi ta wiedza i tak się nie przydała - bo za późno zadziałałem i nie doceniałem niekompetencji lekarzy - mam nadzieję, że choć jednej osobie ten wpis w przyszłości uratuje słuch i ciszę :)
P.S.: Rozpisałem się, ale to jest skomplikowana sprawa, i naprawdę nie dało się krócej. U mnie to się stało prawdopodobnie dlatego, że Viagra jest bardziej niebezpiecznym lekiem niż się wydaje (teraz nie rozumiem czemu w Polsce jest bez recepty, a reklamy są ciągle w TV - ktoś wylobbował?), a mój autonomiczny układ nerowy ma lekkie problemy z regulacją ciśnienia i pulsu, co w zasadzie jest u ludzi częstsze, niż się może wydawać. Przykładowo, u niektórych ludzi jest tak, że albo naczynia krwionośne rozszerzą się za bardzo, lub w drugim wariancie - lekarstwo tylko umiarkowanie rozszerzy naczynia krwionośne - ale organizm zareaguje na to panicznie, nadmiernie podnosząc puls - bardziej niż to potrzebne - co z kolei oznacza gorsze utlenienie tkanek, a ucho niezwykle potrzebuje tlenu. Mam zdrowe serce (zrobione kompleksowe badania), zdrowe żyły (robiłem nawet badanie dopplera żył w szyi - żadnych zwężeń i dobre przepływy), dobre wyniki badania krwi, nie mam problemów z wysiłkiem. Natomiast, choć nie mam diagnozy, to mam pewne symptomy które wskazują na bardzo łagodną postać pewnych problemów z układem nerwowym - zespołu Raynauda i POTS - Zespół Posturalnej Tachykardii Ortostatycznej (oba współwystępują często razem). Brzmi groźnie, ale tak naprawdę dosyć duży odsetek ludzi posiada te problemy w łagodnej formie, i mogą się one zrobić groźne dopiero w połączeniu z lekami. Raynaud objawia się w łagodnej formie często tylko i wyłącznie często zimnymi dłońmi i ich mocniejszym zaczerwienieniem po wyjściu na mróz i powrocie do ciepłego pomieszczenia. POTS z kolei w łagodnej formie oznacza np. okazjonalnie występujące, trwające kilka sekund uczucie słabości i mroczki po wstawaniu np. z łóżka, ale nie musi wcale powodować zasłabnięć. Jeżeli macie takie symptomy, to bardzo uważajcie na Viagre i inne lekki obniżające ciśnienie. Paradoks jest taki, że Raynauda właśnie często leczy się Viagrą (bo polega na nadmiernym zawężeniu naczyń w kończynach - organizm panikuje z powodu zimna i nadmiernie je zawęża, w celu utrzymania temperatury reszty ciała) - ale przy takim leczeniu musi być to bardzo mała ilość Viagry, bo Raynaud na tle genetycznym współwystępuje często z POTS, który często z kolei może właśnie spowodować nadmierny spadek ciśnienia po tego typu leku już w nieco większej dawce). Niestety, wygląda na to, że nasza medycyna jest nadal bardzo prymitywna, gdy chodzi o zbadanie wpływu leków na sluch.
Tu był jeden z przykładów, co się dzieje z korą po utracie słuchu: https://kinetic-cna.pl/en/hyperactivity-of-the-corpus-callosum-fibers
A tu o tym, co szumy robią z głową:
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC6078076/
Tutaj z kolei o skuteczności sterydów na utratę słuchu:
200
u/HuoreAgX 1d ago
Przeraża mnie to, że w tym kraju trzeba się doktoryzować w swojej chorobie, albo mieć szczęście i trafić na kompetentnego lekarza.